Goodbye Mr. Sloan

Jerry Sloan po 23 latach pożegnał się w czwartek z NBA. Szybko, zdecydowanie i niespodziewanie.

Podobno po konflikcie z Deronem Williamsem (choć czytelnicy ESPN odżegnują od czci i wiary Rica Buchera, który rozsiewa taką wersję wydarzeń) lub jak kto woli, bo miał dość. Na ten drugi wariant wskazywałyby też warunki umowy, która zakładała, że Sloan może odejść kiedy zechce. Zechciał i odszedł.

Z 23 latami u sterów Utah Jazz Mr. Sloan ustępował tylko Aleksowi Fergusonowi w Manchester United.

Co dwóch to nie pięciu

Gdy kilka tygodni oglądałem listopadowe starcie Jazz z Lakers (wygrane przez Utah) nie mogłem zrozumieć, jak to się dzieje, że Jazz przez ostatnie 21 z 22  sezonów są na plusie. Bardzo prosty schemat gry, z wykorzystaniem miksu pick-and-roll i gry inside-outside sprawia, że bez względu na wykonawców Utah zwykle gra w playoffach. Tyle, że po odejściu Carlosa Boozera do Bulls nawet pick-and-rolle są już nie te, a mimo to Jazz zajmowali 5. miejsce na Zachodzie.

Sloanowi wystarczały zwykle superduety i zespoł zadaniowców. Nie sposób nie wspomnieć  Johna Stocktona i Karla Malone’a, ale nawet wówczas ich otoczenie było dość przeciętne. Pomijając może tylko Jeffa Hornacka, trudno uznać Grega Ostertaga, Bryona Russela, Shandona Andersona, Howarda Eisleya, Chrisa Morrisa czy Antoine’a Carra za graczy, którzy odcisneli trwałe piętno na koszykówce NBA. Świadczą o tym przede wszystkim ich kariery. I choć np. do Carra mam sentyment za lata gry w trykocie San Antonio Spurs, to muszę przyznać, że gdyby wspomniana szóstka grała np. w Washington Bullets, Minnesota Timberwolves czy Sacramento Kings, a nie w finałach NBA AD 1997 i 1998 niewielu by o nich pamiętało.

Po erze Stocktona i Malone’a nie było już tak wesoło. Po trzyletnim załamaniu (2004-07), gdy Jazz nie awansowali do playoff (choć wcale słabo się nie spisywali) do drużyny trafili Deron Williams i Carlos Boozer. Jazz wrócili do czołówki i zaczęła się nowa era. Teraz nie ma w drużynie ani Boozera, ani superzadaniowców Harpringa, Korvera czy Brewera. A mimo to Jazz wciąż walczą o miejsca 5-6 na Zachodzie. Nowy center Al Jefferson tylko na poziomie pensji zastępował Boozera (świetny rzut z dystansu), a Andriej Kirilenko popadł w rutynę.

Co dalej z Jazz?

Nigdy kibicem Jazz nie byłem. Za dużo w tej grze było schematów, za mało polotu. Zespół z Williamsem i Boozerem i tak podobał mi się o niebo bardziej niż za czasów Stocktona i Malone’a. Co dalej?

Wiele zależy od tego, jakim trenerem będzie Tyrone Corbin, który pobierał przecież lekcje u Sloana zarówno jako gracz, jak i asystent. (Swoją drogą drużyna z Corbinem, która w latach 1992-94 do finałów nie dotarła z superstrzelecem Jeffem Malone, Davidem Benoit i Tomem Chambersem wydaje mi się nawet ciekawsza od ekipy Mistrzów Zachodu ’97-98).

Jeśli jednak Corbin nie dorówna Sloanowi marnie przyszłość Jazz widzę. W drużynie została tylko jedna gwiazda, która sama może rozstrzygać o wyniku (ale tylko wtedy, gdy ten jest bliski) – Deron Williams, reszta to zadaniowcy, których u konkurentów na pęczki. Jeden Al Jefferson wiosny nie czyni. A i on to raczej podkoszowy bumper niż gracz pokroju All-Star Game. Choć muszę przyznać, że Earl Watson i Ronnie Price robią wrażenie, tyle, że akurat oni są skazani na wchodzenie z ławki, bo grają na pozycji Williamsa.  A Millsap, choć waleczny i statystyki ma świetne jest jednak zbyt niski by na pozycji PF robić różnicę.

Nadzieją Jazz mogą być więc transfery, nagłe przebudzenie obiecującego rookie Gordona Haywarda lub… spadek na koniec stawki. To ostatnie da im szanse w drafcie, a najbliższy wygląda obiecująco (Jared Sullinger i Perry Jones III mogą stać się gwiazdami NBA – ale o draftach w następnym poście).

Przychodzi mi do głowy transfer, który byłby korzystny zarowno dla Jazz, jak i ich rywali. Co byście powiedzieli, gdyby Ron Artest z Lakersów trafił do Salt Lake City w zamian za Paula Millsapa? Artest chce odejść, Phil Jackson go nie chce, a z Millsapem Lakers byliby nie do ogrania. Artest, który ma większy potencjał niż pokazuje obecnie w LA, byłby wzmocnieniem Jazz. Pod względem salary transakcja ma szanse powodzenia.

Nowa generacja

Odejście Sloana to schyłek generacji. Z trenerkąpozegnali się już Pat Riley, Don Nelson (tego akurat nie żałuję), Lenny Wilkens, Hubie Brown, możliwe że karierę lada chwila skończą też George Karl i wyrzucony z Bobcats Larry Brown. Phil Jackson od kilku lat mówi o ostatnim sezonie z Lakersami. Czas na nową myśl trenerską. Avery Johnson, Sam Mitchell, Monty Williams, Mike Brown, Lawrence Frank czy  Scott Brooks mogą być tymi, którzy zbudują kolejne dynastie. Charakteru im nie brakuje. Ale jak pokazują ostatnie lata właścicielom klubów i ich generalnym menedżerom brakuje trochę charakteru, by te silne osobowości dopuścić do sterów i trwale im zaufać.

 

Photo by sdfsadfsdfsdf. Source: flickr.com

 

 

 

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under NBA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s